Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dobrostan > Pożywienie > Napoje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dobrostan > Pożywienie > Napoje. Pokaż wszystkie posty

25 maj 2018

Napój słowiański z soku brzozy - tzw. "Wojowników słowiańskich"

Napój słowiański z soku brzozy - tzw. "Wojowników słowiańskich"


W tym roku mam farta jeśli chodzi o sok  z brzozy, ponieważ mam dostawy świeżego soku z prywatnego lasku znajomego, bezpośrednio do domu,  nie muszę sama nawet ściągać i biegać wymieniać butelki dwa razy dziennie, jak biegałam dwa lata temu.
Tego soku jest na tyle sporo, że postanowiłam spróbować eksperymentalnie zrobić "napój wojowników słowiańskich" w/g przepisu pana Adolfa Kudlińskiego i podzielić się nim z "dostawcą" soku.

Z moich poszukiwań w źródłach wynika, że jest to przepis ukraiński.

W Polsce nie było tradycji przerabiania soku z brzozy, stosowano to rzadko, ale udokumentowano przerabianie soku na przełomie XIX i XX w. w kilku regionach np. w Puszczy Kozienickiej (centralna Polska) był gotowany z mąką żytnią i mlekiem ( Dekowski JP. Rośliny dziko rosnące w tradycyjnym pożywieniu chłopów kozienickich. In: Kowalska-Lewicka A, editor. Pożywienie ludności
wiejskiej. Cracow: Ethnographic Museum; 1973. p. 247–256. )

Na Ukrainie tradycyjnie fermentowano oskołę z brzozy w beczkach z suszonymi owocami ( jabłka, gruszki) i/lub z palonym jęczmieniem.
Trwało to do konca lata, wówczas pijano ten sfermentowany napój podczas żniw. Tak więc raczej nie był to napój wojowników ;)
Obecnie stosowane są dodatki takie jak sok z cytryny, rodzynki i/lub cukier.

Oto przepis:


  • 2 garście jęczmienia, który należy podprażyć na patelce aż wydzieli ładny zbożowy zapach
  • 10 garści suszonych jabłek
  • 10 litrów soku z brzozy ( ponoć cukry 40g na litr, ale jak to zmierzyć nie wiem )

Do dużego słoja lub baniaka 10 litrowego wrzucić jęczmień i suszone jabłka, zalać 10 litrami soku z brzozy, wlot zakryć gazą przed muszkami  i odstawić w chłodne i ciemne miejsce.
Zachodzi fermentacja octowa i alkoholowa.

Po ok. dwóch tygodniach można odlewać i pić. Jednak myślę, że ten czas zależy od temperatury w której trzymamy nastaw, więc będę próbować smaku mojego nastawu co jakiś krótszy czas.

Osobiście zrobiłam póki co w baniaku 5 litrowym, bo na tyle miałam soku ( fajne szklane baniaki można zdobyć w "Biedronce" po winie, tzn. trzeba kupić wino :D  Ja otrzymałam w prezencie od amatora tychże win aż trzy takie baniaczki ). 

Póki co nastaw stoi w fermentacji otwartej zakryty korkiem z dziurką, ale zastanawiam się czy nie zrobić na fermentacji zamkniętej. Ktoś pod filmem z przepisem p. Kudlińskiego zawarł uwagę, że lepiej na zamkniętej fermentacji, bo wtedy jabłka nie gniją i zachodzi fermentacja alkoholowa 2,5-3 %.
Za jakiś czas poinformuję co z tego wyszło.

Z sokiem brzozowym jest ten problem, że nie wiadomo za bardzo w jakiej formie go przechowywać dłużej, gdyby się chciało popijać przez dłuższy czas, bo wiadomo że okres ściągania oskoły nie jest zbyt długi. Przy pasteryzacji soku niestety traci się sporo jego właściwości. Natomiast forma alkoholowa wysokoprocentowa nie dla wszystkich jest do przyjęcia do systematycznego picia. Z kolei powyższy napój słowiański nie przechowa się długo, ponieważ myślę, że gdy będzie za długo stał to zrobi się z niego ocet...i pomyślałam sobie , że to właśnie forma octowa była by tą dobrą formą zakonserwowania soku, nie tracąc przy tym jego korzystnej zawartości mineralnej i witaminowej.

Następny nastaw zrobię więc pod kątem uzyskania octu jabłkowego, tyle, że zamiast wody i cukru dodam oskołę. W ten sposób uzyskam trzy korzyści w jednym napoju : zakonserwowanie oskoły na długi czas+ korzystne działanie octu jabłkowego + korzystne działanie oskoły oskoły.

Wypróbuję też starą recepturę białoruską oraz recepturę z ZSRR na kwas pitny z soku brzozowego, napiszę co z tego wyjdzie w odpowiednim czasie.


Rezultaty 


Z przepisu powyżej ( ukraińskiego) w warunkach bloku mieszkalnego napój nie wytrzyma raczej dwa tygodnie, za ciepło.
U mnie został postawiony w najchłodniejszym pokoju w ciemnym miejscu i smakował mi do picia jakieś 3- 4 dni od nastawienia, tylko lekko sfermentował i czuć było fajnie jabłkowy smak.

Po jakimś chyba tygodniu zaczął łapać dziwny smak i żałowałam, że nie wypiłam go wcześniej. Z obawy, że się zepsuje dosypałam nieco cukru brzozowego ( ksylitolu), myśląc, że może sok naturalnie miał za mało cukru ( był z pierwszej "tury" ściągania).
Po tym fermentacja ruszyła na maxa, doszłam do wniosku że jednak zakryje korkiem i wstawię rurkę jak do wina, niech sobie fermentuje na zamkniętej fermentacji.

Tak sobie stoi do dnia dzisiejszego (od 5-6 kwietnia), nie próbuję, czekam aż fermentacja ustanie i zobaczymy co z tego wyjdzie. Nie omieszkam dopisać tutaj.

Nie mam pojęcia jak dawniej Słowianie robili ten napój, że przetrzymywał im się aż do lata, nawet zakładając że trzymali go w chłodzie...


Dopisek 30 kwietnia: 

Próba napoju po zamkniętej fermentacji. Nie zepsuł się, ale smak ma dziwny. Czuć lekki zapach i smak słabo octowy, trochę alkoholowy. Nie wiem jak określić ten smak.
W sumie nie wiem co z tym zrobić, wypijać , czy zabutelkować, czy dosypać cukru i fermentować jeszcze. Nie mam bladego pojęcia.

W mojej ocenie , na mój smak, ten napój to nic specjalnego. Moim zdaniem nie warto go robić dla smaku ani tym bardziej dla zdrowotności.

Jeśli robić go dla smaku to wypijać już po tych 3-4 dniach fermentacji ( w zwykłym mieszkaniu ), bo w/g mnie jest wtedy lepszy w smaku niż ten fermentowany dłużej.
Tylko czy warto, skoro można wypić po prostu surowy sok beż żadnej obróbki, ponieważ w lodówce też przechowa się 3- 4 dni.


Dopisek 3 maja

Dokonałam dzisiaj ponownej degustacji z koleżanką. Miała dziwną minę jak spróbowała :D
Smak się już nie zmienił ale wpadłam na pomysł by napój osłodzić miodem i.... okazało się, że smak zyskał znacznie na jakości. Z miodem nam nawet to smakowało, mnie chyba nawet bardziej niż kwas pitny z przepisu rosyjskiego.


Dopisek 25 maja

Po ponownej degustacji napój okazał się już zbyt kwaśny, by go pić w takiej postaci. Można go już tylko dodawać do wody w sporym rozcieńczeniu, jak ocet jabłkowy i posłodzony miodem.

W mieszkaniach jest za ciepło. Napój może by się przetrzymał ale w tradycyjnej piwniczce ziemnej. Dawni Słowianie mieszkali w półziemiankach, więc mieli korzystniejsze warunki do przechowywania takich rzeczy.



Dawny przepis rosyjski

Nieco zmodyfikowałam, ponieważ nie miałam liści czereśni, kory dębu ( chociaż tutaj nie jestem pewna co do poprawnego przetłumaczenia przepisu, czy to chodziło na pewno o korę jako składnik, czy beczkę dębową) itp. Oparłam się tylko o podstawowe składniki.

Skład to : sok z brzozy, koper, skórka od chleba żytniego. W jeden pojemnik dodałam ząbek czosnku ( poza przepisem, za własną intuicją ) oraz nieco kminu rzymskiego ( za własną intuicją ), w drugim nastawiłam bez czosnku.

Z czosnkiem wyszedł nawet smaczny kwas po 2-3 dniach (w zależności od temperatury w mieszkaniu).
Bez czosnku złapał nieładny smak , chyba się zepsuł. Może przez brak kory dębu, która zawiera garbniki i pewnie trochę zapobiega zepsuciu?...


Wszelkie kwasy pitne podobno można przelać do butelek, zakorkować i przetrzymywać w chłodzie przez dłuższy czas. Niestety nie mogę tego sprawdzić, ponieważ nie mam chłodnego miejsca by je przechowywać, czego bardzo żałuję.


Ocet jabłkowy na soku z brzozy

Też trochę zrobiłam, niestety jeden nastaw mi się chyba zepsuł , złapał nieładny kożuszek na powierzchni i dziwny zapach. Nie wiem czemu.
Drugi jest ok.


Receptury białoruskiej nie wypróbowałam bo już nie miałam na czym. Wypróbuję w przyszłym roku.


Podsumowanie 


Jeśli ktoś chciałby kombinować z sokiem brzozy dla smaku, to chyba najbardziej polecałabym kwas pitny z receptury rosyjskiej z koprem i moją modyfikacją, czyli z dorzuceniem czosnku ( opisane powyżej). 
Na drugim miejscu smakowym jest napój w/g receptury ukraińskiej krótko fermentowany ( 3-4 dni) 

Tą kolejność można zmienić jeśli ktoś nie lubi kwasów pitnych i woli smaki owocowo-oranżadowo-kompotowe.

Jeśli dla zdrowotności to na pierwszym miejscu świeży sok, na drugim ocet jabłkowy, ponieważ można go długo przechowywać. No chyba, że ktoś ma zimną piwnicę, to może będzie w stanie długo przechować kwas.

Tak czy siak pamiętajcie by nie zbierać za dużo soku z jednego drzewa oraz odpowiednio zabezpieczać dziury w drzewach by mogły żyć i dawać sok w kolejnym roku.



9 mar 2016

Oskoła czyli sok z brzozy - starosłowiański napój wiosenny

Oskoła czyli sok z brzozy - starosłowiański napój wiosenny


Soku upuszczali brzozom już nasi przodkowie w okresie starosłowiańskim, na przednówku był on bowiem cennym uzupełniaczem minerałów i witamin oraz dostarczał cukrów ( potas, magnez, wapń, żelazo, fosfor, kwasy organiczne i witaminy z grupy B,witaminę C, łatwo przyswajalne oraz pochodne kwasu salicylowego ) wzmacniał i oczyszczał organizm. Ze względu na zawartość elektrolitów jest też izotonikiem i nawadnia organizm.

Jak ważna była brzoza dla Słowian świadczyć mogą nazwy miesiąca marca który np. w języku białoruskim nazywa się  "сакавiк" [sakavik] "miesiąc soku" , w ukraińskim jest znany jako "березень"[berezan ] - "miesiąc brzozy", w języku łotewskim miesiąc kwiecień znany jest jako "sulu mēnesis" a w języku liwskim "kõļimkū", co w obu przypadkach oznacza "miesiąc soku brzozowego".

Znalazłam informacje, że w niektórych regionach Czech, 23 marca ( czyli święta Jarych Godów) istniał obrzęd związany z brzozami . Mianowicie chłopcy i dziewczęta gromadzili się by "zamówić" sok z brzozy, odbywały się tańce wokół brzozy, raczono się jadłem.
Dziewczyny piły sok brzozowy aby być zdrowe i jako dorosłe kobiety płodne by mieć wiele dzieci w małżeństwie oraz myły się w nim by być piękne.
Sok miał również uzdrawiająca moc a jeśli ktoś niepełnosprawny w tajemnicy poszedł do brzozowego drzewa w pierwszy dzień marca, naciął korę i umieścił w nim kawałek płótna ze swoją kroplą krwi, po czym kora utworzyła włókna i złączyła się to znaczyło, że upośledzenie zostanie wyleczone.

( źródło:  Grohmann JV. Povery a obyceje v Cechách a na Morave. Prague: Plot; 2010 )  oraz  Vinogradova LN, Usacheva VV. Bereza. In: Tolstoy NI, editor. Slavyanskie
drevnosti. Etnolingvisticheskiy slovar'. Moscow: Institut Slavyanovedeniya

RAN; 1995. p. 156–160. (vol 1) )

Używano nie tylko świeżego soku do picia, słynny podróżnik arabski Ibn Fadlā Ahmad obserwował  już w 921roku, że wzdłuż rzeki Wołgi używano sfermentowanego soku brzozowego. W Europie wschodniej był wykorzystywany aż do 1960 r., do wyrobów wina, piwa i syropu. Prawdopodobnie także jako dodatek do żywności.
Natomiast szwedzki etnolog Gösta Berg zasugerował, że prawdopodobnie był używany w dawnych czasach jako jeden z najbardziej skutecznych specyfików chroniących przed szkorbutem.

Czas zbioru tradycyjnie określano na "po roztopach, ale wciąż zmrożonej ziemi ".
Zanim drzewa wypuszczą pączki wczesną wiosną i gdy temperatura kilka dni z rzędu osiągnie ok 10-15 stopni, możemy korzystać z dobrodziejstwa lasu i pozyskać nieco soku z brzóz. Okres ten trwa mniej więcej do tygodnia przed wypuszczeniem pąków, potem drzewa wykorzystują swoje płyny do wzrostu liści i już się z nami nie podzielą.
W tym roku pierwszy raz próbowałam takiego świeżego wiosennego soku. Smakował jak woda, nie był słodki (zbierany później robił się lekko słodkawy), miał orzeźwiający smak, czuć było w nim minerały i życie... Odnosiłam wrażenie że to taka " żywa woda".

Może Tuwim odnosił podobne wrażenie pisząc swój wiersz :
 
Rzeź brzóz. 
Brzozom siekierą żyły otworzę,
Ciachnę przez ciało, rąbnę przez korzeń,
Lepkim osoczem brzozy ubroczę,
Na rany białe wargami skoczę.

Zęby chwytliwe w trzony brzóz wbiję,
Ustami chciwe soki wypiję,
Żywcem spod kory wyrwę wargami,
Rdzeń umęczony pocałunkami

Może te leki żywego drzewa
Słów mnie nauczą, których mi trzeba:
Na chwałę brzozom, na chwałę latu,
Ustom obłędnym, bożemu światu!

 

Jak to się robi?


Wybieramy brzózkę rosnącą na terenach nie podmokłych, nie przy zbiornikach wodnych, nie w parku miejskim ;)  Nie za grubą ( średnica chyba min 20 cm , najlepiej ok 30-40 obwodu , na grubość "męskiego uda " jak to gdzieś ktoś określił :D ).
Ręcznym wiertłem na wysokości najlepiej pół metra od ziemi ( w/g oryginalnego przepisu z XIX w. im wyżej tym lepszy sok ale w coraz mniejszej ilości ), od strony południowej ( w/g oryginalnego przepisu z XIX w.)  wywiercamy, pod lekkim skosem do góry, otwór o średnicy ok. 0,8-1cm ( tak żeby nam pasował do rurki lub wężyka który włożymy w otwór ). Nie może być za głęboki  bo wtedy poleci mniej soku, ale musimy przebić się głębiej niż warstwa kory czyli jakieś 2,5 - do max. 4,5 cm ( w/g oryginalnego przepisu XIX - to wiecznego), głębszy otwór nie da soku i może zrobić krzywdę drzewu.
Wkładamy do niego kawałek wężyka do ściągania wina.
Pod otworem przymocowujemy butelkę, można PET ( ludzie z którymi byłam w lesie taką zastosowali ) choć ja wolę szklaną, bo nie zawiera szkodliwych związków, które mogą przechodzić do płynów.
I leeeeciiii......  :)

Łatwiejszy sposób pozyskania soku ( bo nie trzeba narzędzi ) ale mniej efektywny, to ułamanie gałązki , podstawienie butelki czy kubeczka i poczekanie aż skapnie...

Łagodniejszy dla drzewa sposób to nacięcie siekierą pod skosem 45 stopni w kształt litery "v" i wstawienie w nacięcie rurki, deszczułki itp, po których będzie ściekał sok do naczynia. Ewentualnie zrobienia nacięcia na pochylonym drzewie od strony pochylenia i wtedy siłą grawitacji sok sam będzie ściekał do naczynia bez udziału rurki czy deszczułki.




Gojenie zrobionych ran


Nasi przodkowie z XIX w. dawali taką receptę : " dziura szczelnie zatyka się drewnianym czopkiem i zamazuje maścią ugnieconą z gliny i świeżego krowieńcu". Dzisiaj raczej trudno było by znaleźć krowiego placka a tym bardziej nikt by z niego nie skorzystał ;)
Tak więc uwspółcześniony sposób:
Po zakończeniu ściągania, zatykamy dziurkę w drzewie kołkiem wystruganym z drewna, wbijamy, przycinamy równo z korą, warto posmarować maścią anty grzybiczą dla drzew ( do nabycia w sklepach ogrodniczych ) , ewentualnie zaklejamy gliną, żeby wnętrze drzewa się nie zakaziło.

Ranki po nacięciu nie trzeba jakoś specjalnie zasklepiać , ponoć sama się zlepia, ale nie sprawdzałam.

Ilość soku z jednego drzewa


W naszym przypadku w ciągu ok 2,5 godziny zleciało półtora litra soku z dwóch drzew.
Różne źródła podają różne ilości, myślę, że zależy to od miejsca, wieku drzewa, momentu ściągania.
Oryginalny XIX-to wieczny przepis pozyskiwania oskoły podaje, że "z drzewa wielkiego zbiera się jej na dobę 5 do 10 garncy".

Jak dużo można podkraść drzewu, żeby nie zrobić mu krzywdy


Jedno drzewo powinno mieć jeden otwór lub jedno nacięcie. Nie należy nadwyrężać drzewa i podkradać zbyt dużo soku. Tu są zdania podzielone, w różnych miejscach podają różną, bezpieczną dla drzewa, ilość ściągniętego soku. Spotkałam się z informacją, że można ściągnąć do 10 litrów z jednego drzewa... ale muszę ją sprawdzić czy to bezpieczne.
Gdzie indziej , że bezpiecznie dla drzewa można ściągać sok przez dwie doby. Informacje są sprzeczne, do rzetelnych źródeł nie dotarłam jeszcze. My zrobiliśmy tylko próbę i nie przekroczyliśmy dwóch dób.

Z przepisu XIX-to wiecznego wynika że " płynienie oskoły trwać może 10-14 dni, ale po tak znacznej utracie pożywnego soku częstokroć obumiera drzewo. Bez widzialnego uszkodzenia drzewu można puszczać z niego oskołę przez dwie doby"
( źródło:  Józef Gerald -Wyrzycki: Zielnik Ekonomiczno-Techniczny etc., Wilno 1845, t.I )

W innym źródle znalazłam informacje że "dobre drzewo może produkować tyle, ile dwa galony (ok. 7,5 l) w jednym sezonie". 
Jednak wychodzę z założenia , że jeśli nie wiemy dokładnie ile należy ściągać soku, to lepiej w razie czego ściągnąć mniej niż zaszkodzić drzewu.








27 lis 2015

Powerdrink - ocet jabłkowy z miodem dla zdrowia

Powerdrink - ocet jabłkowy z miodem dla zdrowia



Zestawienie octu jabłkowego z miodem doskonale godzi walory smakowe z korzystnym oddziaływaniem na zdrowie i samopoczucie. Miód osładza ocet i obfituje w różne witaminy, związki mineralne, pierwiastki śladowe, enzymy i związki bakteriobójcze, zawiera nawet penicylinę. Działa lekko odwadniająco, posiada właściwość rozpuszczania śluzu. Stwierdzono w nim ok. 180 cennych związków.

Twórca współczesnej metodyki leczenia octem jabłkowym, amerykański lekarz D.C. Jarvis ( 1881-1945r ) zalecał wypijać codziennie szklankę wody z octem jabłkowym i miodem, jest to tzw."powerdrink":

- 2 łyżeczki od herbaty miodu
- 2 łyżeczki od herbaty octu jabłkowego

Wymieszać w szklance letniej wody ( w gorącej wodzie miód traci wartościowe składniki ) aż do rozpuszczenia miodu.

Można go wzbogacić dodając soki owocowe lub warzywne ( z moreli, jeżyn, porzeczek, pomarańczy, pomidorów ).

Uwaga:

Napój może spowodować opóźnienie menstruacji.


> Jak zrobić ocet jabłkowy, właściwości  > TUTAJ



12 paź 2015

Bombowa kobieta, czyli eksperyment kulinarny

Bombowa kobieta, czyli eksperyment kulinarny

 

Ostatnio przeglądałam stare książki o dzikich roślinach jadalnych i postanowiłam zrobić eksperyment kulinarny z kwasem pitnym.
Wszystko ładnie wyszło, postał jeden dzień, zlałam do butelki, zakręciłam...
Na drugi dzień postanowiłam skosztować...odkręciłam butelkę....i.....

...Wybuch! Okulary i oczy zalane, nic nie widzę... domownicy usłyszeli:

- O Jezus Maria !!!!

Przetarłam szczypiące od kwaśnej cieczy oczy, widok kuchni mnie poraził...

- O kur.. mać!!!!

- Nie wchodźcie do kuchni!....


To była litrowa butelka, wytrysnęło tylko pół litra cieczy ale pole rażenia było zaskakujące. Wszystkie 4 ściany kuchni zalane, rolety zalane, płytki, pokrowce na krzesłach, książki i wszystko.
Kuchnię mogłabym wynająć filmowcom jako scenografię do krwawego horroru, bo wyglądało to tak, jakby krew ściekała po ścianach, po jakiejś rzezi. :D
Teraz się z tego śmieję ale wtedy nie było mi do śmiechu. Koszty eksperymentu to kasa na farbę i dwa dni wyjęte z życia i spędzone na malowaniu ścian.
Ot, taka ze mnie "bombowa" kobieta  ;)

Przestrogą dla tych , którzy zapomnieli by, że nie należy zakręcać niedofermentowanych napoi niech będą te foty:


Uważajcie przy eksperymentach ;)

13 wrz 2015

10 lip 2015

Napój z natki pietruszki

NAPÓJ Z NATKI PIETRUSZKI



Smaczny i zdrowy, dobry na upalne dni.

 Składniki :

- 1 pęczek natki pietruszki
- sok z 1 cytryny
- miód ( lub cukier)
- woda 

Przy pomocy blendera

 

  • Natkę pietruszki myjemy, dolewamy trochę przegotowanej ostudzonej wody, rozdrabniamy blenderem na papkę. Przecedzamy przez sitko do innego naczynia. 
  • Pozostałą pulpę znowu zalewamy wodą i znów miksujemy blenderem oraz przecedzamy i odsączamy przez sitko.
  • Do soku z pietruszki dodajemy sok z cytryny i miód do smaku, uzupełniamy większą ilością wody i mieszamy. 
PS. Zmodyfikowałam przepis: możemy odrazu dodać sok z cytryny za pierwszym "blendowaniem",  
      wtedy pewnie "ucieknie" nam mniej wit C z pietruszki.
     

Wykorzystując thermomix


Jeśli posiadasz robot kuchenny zwany "termomixem" możesz skorzystać z niego w/g przepisu:

  • Do naczynia miksującego wrzucić natkę pietruszki i sok z cytryny - miksować 20 sekund, obroty na pozycję "turbo".
  • Dolać wodę i jeszcze raz zmiksować- czas 10 sekund, obroty w pozycji "turbo".Przecedzić przez sitko. 
  • Osłodzić miodem.

Jeśli posiadasz specjalna maszynkę do robienia soków z roślin liściastych to oczywiście można z niej skorzystać. :)


Dlaczego warto pić:

 

Natka pietruszki zawiera żelazo ( 5mg w 100 g ), wit.C ( 177mg, więcej niż w cytrusach ) , beta-karoten ( 5510µg ), wit.E ( 3,1 mg ), kwas foliowy ( 170µg ), sole mineralne: magnez, wapń, potas, fosfor, cynk, miedź i mangan.

Zawiera olejek eteryczny, którego główne składniki to apiol i mirystycyna

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/natka-pietruszki-wartosc-odzywcza-uprawa-przechowywanie-przepisy_37300.html
Wzmacnia, wpływa korzystnie na wzrok, cerę. Działa dezynfekująco i moczopędnie ( w olejku eterycznym zawiera apiol i mirystycynę), pomaga w leczeniu kamicy nerkowej.
Żucie listków poleca się palaczom i spożywającym czosnek, ponieważ likwiduje nieświeży oddech.
µg

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/natka-pietruszki-wartosc-odzywcza-uprawa-przechowywanie-przepisy_37300.html
µg

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/natka-pietruszki-wartosc-odzywcza-uprawa-przechowywanie-przepisy_37300.html
5510 µg

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/natka-pietruszki-wartosc-odzywcza-uprawa-przechowywanie-przepisy_37300.html
w 100 g jest 5 mg

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/natka-pietruszki-wartosc-odzywcza-uprawa-przechowywanie-przepisy_37300.html
w 100 g jest 5 mg

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/natka-pietruszki-wartosc-odzywcza-uprawa-przechowywanie-przepisy_37300.html
w 100 g jest 5 mg

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/natka-pietruszki-wartosc-odzywcza-uprawa-przechowywanie-przepisy_37300.html
w 100 g jest 5 mg

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/natka-pietruszki-wartosc-odzywcza-uprawa-przechowywanie-przepisy_37300.html

Cytryna zawiera wit.C ( 53mg na 100g ), rutynę - która zapobiega utracie wit.C i uszczelnia naczynia krwionośne, beta-karoten, wit. z grupy B, wit.E, potas, magnez, sód, żelazo.

Zawiera terpeny pobudzające wytwarzanie śliny, co powoduje wzrost produkcji enzymów trawiennych. Pobudza to procesy trawienne i pomaga w oczyszczaniu organizmu, sprzyja to odchudzaniu , ale jednocześnie też pobudza apetyt.


18 maj 2015

Wino z mniszka lekarskiego

WINO Z MNISZKA LEKARSKIEGO


W czasie wizyty na wsi zobaczyłam na łące wiele dmuchawców , które jeszcze nie przekwitły i postanowiłam zrobić winko. Z ciekawości, ponieważ nigdy nie robiłam wina z kwiatów mniszka. Dotąd wykorzystywałam go na inne sposoby, które podaję TUTAJ

Obiecałam dwa litry właścicielowi łąki, bo na jego terenie wsadziłam też swoje zioła. Taka transakcja wiązana - listki moich ziół dla mnie a kwiaty dla jego pszczół, bo roślina miododajna  :)

W ramach eksperymentu zrobiłam nastawy winne z dwóch przepisów:

Przepis 1

 

1 litr kwiatów mniszka
3 litry wody
1 cytryna
1/2 - 1 pomarańcza
1,2 kg cukru ( ja użyłam cukier trzcinowy )
1 dkg drożdży piekarniczych ( nie winnych ! )

Kwiaty umyć, oderwać płatki od szypułek. Rozłożyć by nieco zwiędły. Wsypać do słoja lub ceramicznej beczułki, ugnieść ( nie ubijać ).
Cytryny i pomarańcze dobrze umyć, sparzyć wrzątkiem, pokroić na plastry ( ja obrałam najpierw ze skóry i użyłam obranych ). Wrzucić do kwiatów.
Zalać kwiaty i owoce wrzącą wodą ( ja zalałam dobrze ciepłą )
Trzymać w ciepłym miejscu 3 dni.
Po tym czasie przecedzić wszystko przez gazę, pulpę dobrze wycisnąć.
Rozpuścić w wodzie cukier, dodać do soku z mniszka. Dodać drożdży wcześniej rozpuszczonych w
małej ilości letniej wody.
Wlać płyn do balonu do robienia wina. Po ukończeniu fermentacji i sklarowaniu rozlać do butelek.

Wino jest nietrwałe ( 2-3 lata ), słodkie z lekką nutą goryczy. Kolor złocisty o miłym zapachu.

Dlaczego warto pić?


Oprócz smaku i miłego "szumu w głowie" ;)  wino ma zdrowotne właściwości.
Zalecane pomocniczo w chorobach naczyniowych, żylakach nóg, odbytu, środek żółciopędny, przeciwdziałający zaparciom, lekko moczopędny, wskazany przy chorobach pęcherza, a także w nerwicach ze względu na uspokajające działanie.


Przepis 2


4 szklanki kwiatów mniszka
4 litry wody
2 pomarańcze ( bez soku )
2 cytryny ( bez soku )  
1 kg miodu
15 g drożdży ( do białych win )

Zmniejszyłam sobie proporcje do 1/3  ( czyli 1 szklanka kwiatów, 1 litr wody itd )

Kwiaty umyć, oderwać płatki od szypułek, wsypać do słoja lub ceramicznej beczułki, ugnieść ( nie ubijać ). Dodać lekko odciśnięte z soku owoce cytrusowe ( ja dodałam bez skórki ) Miód rozpuścić w przegotowanej letniej wodzie i dolać do kwiatów i owoców. Drożdże winne rozpuścić w małej ilości letniej wody ( jak w instrukcji na opakowaniu ) i dodać do reszty.

Fermentować w naczyniu ( najlepiej balonie do wina ) w ciemnym miejscu w temperaturze ok 20 stopni.
Co 2- 3 dni mieszać płyn z kwiatami.

Po zakończonej fermentacji odcedzić wino przez czystą ściereczkę lnianą lub bawełnianą. Zlać do butelek, zakorkować i leżakować przez 9 miesięcy.                                                   

Dlaczego warto pić?


Wino zalecane przy schorzeniach woreczka żółciowego, przy leczeniu skazy moczanowej i kwasu moczowego, na stany przedcukrzycowe.
Pić pół szklanki przed posiłkiem.


Przepisy ze strony :  potrawyregionalne.pl



I pamiętajcie nie zrywać wszystkich kwiatów z łąki, zostawcie trochę też dla innych ludzi przede wszystkim tych chorych, albo biedniejszych od Was i przede wszystkim dla pszczół, bo mniszek to roślina miododajna.

Generalnie przyjmuję zasadę, że jeśli coś z natury, czego potrzebuję dla zdrowotności mogę zastąpić czymś, czego  na łąkach jest więcej w danym regionie/miejscu, to zastępuję, żeby nie uszczuplać danego gatunku rośliny w naturze ( bo jak zbieramy kwiaty to się nie rozsieje, jak zbieramy kłacza to nie wyrośnie na kolejny rok i z roku na rok będzie mniej az zniknie w ogóle).

Jeśli nie potrzebuję czegoś dla zdrowotności, tylko dla smaku ( a niektórzy robią takie przetwory dla czystego snobizmu, by się pochwalić znajomym, albo skąpstwa, żeby nie kupić w sklepie ) , ta jesli mam pieniądze to kupuję półprodukty w sklepie, a jeśli nie mam kasy i nie stać mnie na zakup to stosuję zasadę jak wyżej, lub zwyczajnie rezygnuję z danego "smaku", bo nie jest mi to aż tak potrzebne do życia. 

Staram się nie popularyzować na blogu zrywania w takich celach roślin, które nie występują w dużych ilościach w różnych regionach polski jedynie dla smaku np. do zrobienia wina, "Bo fajny kolorek będzie miało"....a niestety spotykam się z takim czymś na innych blogach.

Efektem takich działań jest to, że roślina, która np. na terenie danego blogera rośnie w większych ilościach w innych miejscach Polski zanika, bo nie dośc że jest jej mało to jeszcze jest niszczona przez snobistyczne żądze posiadania....

Stanowiska takich roślin znaikają w tych regionach Polski, gdzie i tak w marnych ilościach występowały, np. na obrzeżach miast. Ludzie naprawdę ich potrzebujący ( chorzy lub/i biedni), nie mogą potem z nich skorzystać bo nie mają jak.

Jesli korzystacie z roślin rosnących w naturze, których jest mało, to sadźcie je albo w swoich ogródkach jak macie możliwość, albo zbierajcie nasiona i rozsiewajcie w innych miejscach na łąkach i w lasach, albo sadźcie sadzonki. Za rok, dwa będziecie mogli z nich także korzystac jak i inni ludzie i zwierzęta a dana roślina w regionie nie zginie. 
Czyli bierzcie ale i dawajcie od siebie.